Echo korków do wina

Posted by on 24 Mar 2016 in Blog, Gastronomia, Styl życia | 11 komentarzy

Echo korków do wina

Kilka lat temu pracowałam w bardzo klimatycznej, ekskluzywnej, małej restauracji w jednym z najpiękniejszych miejsc na świecie – na toruńskiej starówce. Za każdym razem, kiedy szłam do pracy wśród gotyckich kamieniczek czułam łaskotanie zachwytu. Za każdym razem, codziennie, przez trzy lata. To było dla mnie magiczne miejsce.

Kiedy zamknę oczy, widzę każdą mijaną bramę, każdą witrynę sklepową i każdą wieżę kościelną. Pamiętam kocie łby na wąziutkich uliczkach i kawałki prostego chodnika, które wybierałam, by przejść w szpilkach i nie zniszczyć delikatnych butów.  Muzykę sącząca się pomiędzy starymi murami, którą szczodrze obdarowywali uliczni grajkowie. Kiedy zamknę oczy, czuję powiew letniego wiatru od Wisły w przyrestauracyjnym ogródku i uśmiecham się na wspomnienie, jak ten letni wiatr zwiewał nam drobno posiekaną natkę pietruszki z talerzy, zanim donieśliśmy danie do gościa. Pamiętam zapach potraw, naszych stałych gości lubiących nasze jedzenie i klimat naszej ulicy z widokiem na jedną z bram w murze okalających stary gród. Słodkie wspomnienia.

b644855a1f_thmb800_torun_proba_019_jpg

gdziebylec.pl

To w tej restauracji nauczyłam się rozróżniać smaki win i dobierać je do potraw. To właściciele tej restauracji zarazili mnie swoją pasją do win i dobrego włoskiego jedzenia. Wiele się od nich i przy nich nauczyłam. To dzięki pracy w tej restauracji miałam okazję być na degustacjach win w luksusowych wnętrzach z najlepszych winnic świata i spotykać ludzi z pierwszych stron gazet i ekranu telewizora.

 

Każde wino w restauracji było otwierane przy stoliku gościa z pełną celebracją i znajomością sztuki kelnerskiej. Robiłam to setki razy. Najpierw trzeba było wino gościowi zaprezentować. Zamawiający czytał etykietę i pozwalał bądź nie wino otworzyć. Miałam do tego mały korkociąg, tzw. trybuszon. Trzeba najpierw dwoma ruchami odciąć czubek folii bez kręcenia butelką. Potem serwetą kelnerską wytrzeć dokładnie szyjkę i korek w butelce. Wszystko musiało być idealnie czyste. Następnie wbić korkociąg w sam środek korka i delikatnymi ale dość zdecydowanymi ruchami wkręcić go w korek tak, by nie przebić go na wylot, bo wtedy okruchy korka dostałyby się do wina, ale też nie za płytko, bo korek przy wyjmowaniu mógłby się złamać i nie wyszedłby w całości. Musiałam też uważać, by korkociąg wchodził w korek prosto i nie kruszył korka przy wkręcaniu, co też się czasami zdarzało. Potem oprzeć z jednej strony o szyjkę butelki i dźwignią delikatnie korek wyjąć na dwa razy, ale pilnować, by korek nie wyskoczył wydając dźwięk jak przy otwieraniu szampana. Ostatni milimetr korka wyjmowałam już ręką owijając go serwetą kelnerską. W następnej kolejności uważnie oglądałam i wąchałam korek i odkładałam go na mały talerzyk na stole gościa. Zamawiający też mógł, jeżeli chciał, zrobić to samo. Potem nalewałam gościowi trochę wina do kieliszka, a on je degustował. Dopiero gdy zaakceptował, nalewałam wino do kieliszka do dwóch trzecich jego wysokości.

Najdroższe wino jakie otwierałam na stoliku kosztowało niecałe dwa tysiące złotych. Pochodziło z winnicy Gerarda Depardieu i zamówili je do kolacji japońscy biznesmeni. Pamiętam, że odetchnęłam głęboko przed prezentacją i bardzo się skoncentrowałam, by nie zadrżała mi ręka przy wkręcaniu korkociągu. Gdyby korek nie wyszedł w całości albo się ukruszył, musiałabym to wino odstawić i otworzyć drugie, a drugiego takiego samego nie mieliśmy.

Nie wszyscy goście znali się na winach. Niektórzy wprost mówili, żeby nie robić przy nich całej tej szopki z otwieraniem i degustowaniem, bo oni i tak nie rozpoznają, czy wino jest dobre czy nie. Niestety, musiałam odmówić. Ale otwierając je zaczęłam opowiadać o swoich początkach. Że też kiedyś nie rozróżniałam wielu smaków, szczepów, krajów pochodzenia, ale z czasem zaczęło mi coś świtać i teraz przynajmniej wiem, że wolę Cabernet Sauvignon włoskie od Cabernet Sauvignon kalifornijskiego i dlaczego. Czasami dla porównania nalewałam im troszkę do spróbowania wina z tego samego szczepu, ale innego regionu, żeby pokazać, że jest różnica. Przyznawali mi rację, że coś w tym jest. Słuchali moich krótkich opowieści, zaczynali zadawać pytania, wykazywali cień zainteresowania i… przychodzili po więcej. Pamiętam parę młodych ludzi, którzy przyszli mi po jakimś czasie podziękować, że od wizyty w „mojej” restauracji zaczęli inaczej traktować zakupy wina do domu. Albo dwóch starszych panów, którzy zawsze przy okazji załatwiania spraw w Toruniu przychodzili na obiad z winem, bo ich gust w dobieraniu wina do potraw pokrywał się z moim i nigdy się nie zawiedli. Pamiętam też pewną miłą kobietę przyprowadzającą na biznesowe kolacje niemieckich kontrahentów i jej ulgę na mój widok – „o jak dobrze, że pani jest dzisiaj i będzie nas obsługiwała”. To była dla mnie największa satysfakcja.

Kiedyś przez przypadek przyniosłam do domu po pracy kilka korków od wina, które zabłąkały się w kieszeni spodni. Nie wyrzuciłam ich do kosza. Położyłam w jakimś szklanym naczyniu i czasami na nie patrzyłam.  Miały jakieś wzorki, literki czy inne drobne rysuneczki. Myślałam o nieznanych ludziach gdzieś w dalekiej Francji, Hiszpanii czy Chile, którzy ciężko pracowali na polach przy winoroślach. O ludziach, którzy je zbierali i tworzyli z nich wino, dla których te litery i znaki na korkach były z jakiegoś powodu ważne i coś znaczyły. Z czasem zaczęłam przynosić więcej tych korków do domu. Odkryłam, że różnią się barwą i twardością. Wymyśliłam sobie, że nazbieram ich tyle, by wypełnić nimi ogromny szklany wazon.

P1090647

Zanim zrealizowałam swoje małe marzenie zdarzyło się kilka przeszkód. Najpierw nie mogłam znaleźć odpowiednio dużego wazonu, potem przestała istnieć moja restauracja, a jeszcze później przestał istnieć dom, w którym mogłabym postawić duży szklany wazon wypełniony korkami do wina. Tylko korki czekały gdzieś spakowane na swój czas. Wszyscy się dziwili, dlaczego je trzymam, a ja wiedziałam, że jeszcze kiedyś będą cieszyły moje oczy tak, jak kilka lat temu.

Kiedy zobaczyłam w pięknym sklepie ogromny szklany wazon, przypomniałam sobie o nich. Sprowadziłam je pocztą kurierską do Anglii. Kupiłam wazon i… okazało się, że się w nim nie mieszczą!

P1090640

Nie pamiętałam, że aż tyle ich nazbierałam. Kupiłam więc drugi – mam przecież dom, w którym mogę je postawić – pomyślałam.

P1090656

Kiedy na nie patrzę, przypomina mi się dobry czas spędzony w małej, klimatycznej restauracji i ludzie, którzy w niej ze mną pracowali. Korki przypomniały mi o czymś jeszcze – o moich umiejętnościach gastronomicznych i w jaki sposób zaczęłam pracę w tamtej restauracji.

Dostałam to, po co sięgnęłam.

Dlaczego o tym zapomniałam?

  • No chyba właśnie nie zapomniałaś.
    W poprzednim domu też miałam wielkie, szklane naczynie z korkami. Teraz są gdzieś na strychu. I niech tam zostaną. Choć bardzo lubiłam na nie patrzeć, to należały do tamtych, nie najlepszych czasów. Więc niech rezydują, gdzie są. Ale po co je trzymam to nie wiem ;-))

  • Mania

    Piękny post . Uśmiecham się, a o to u mnie ostatnio trudno.. Dziękuję więc Różo. Pogodnych spokojnych Świąt dla Ciebie i RR , choć być może, tak jak moja córka , w święta pracujesz 🙂

    • Tę Wielkanoc akurat mam wolną – tak ułożył się grafik. Mam więc rzeczywiście spokojne święta.

  • Fajna historia Różo.
    Dziękuję za instrukcję jak otwierać wino.

    • Właśnie ostatnio uprzytomniłam sobie, że takich różnych historii mam dużo. Tylko je przelewać na łamy bloga. Mam bardzo ciekawe życie – miło mi, że komuś to się podoba.

  • Alis

    niesamowicie to opisałaś, bardzo mi się podoba
    🙂

  • Iwona Zmyślona

    Twoja opowieść o winie, korkach i Toruniu, fascynująca.Wino pijam rzadko, nie znam się na tym jakie do której potrawy. O wyjmowaniu korka nie wspomnę, bo bez względu na to jakiego korkociągu bym nie używała, to i tak zawsze lądował w butelce, przez trzęsące się nogi i ręce. W Toruniu byłam raz, na praktykach studenckich, miasto mnie urzekło.Czaro-biały „wystrój” bloga, a posty relaksują. Pozdrawiam.

  • Ewelina Wysocka

    A czy nie chciałabyś pozbyć się korków :)? Jestem w trakcie przygotowań weselnych i potrzebuję ich do wystroju, szukam po różnych znajomych ale niestety ciężko zebrać taką ilość 🙂
    jak coś to bardzo proszę o kontakt liwene@poczta.onet.pl