Sezon na truskawki

Posted by on 12 Cze 2016 in Blog, Styl życia | 5 komentarzy

Sezon na truskawki

20160524_180506

Obiecałam sobie, że przeżyję to lato świadomie. I zapiszę wrażenia, opiszę miejsca, spotkania z ludźmi. Nie będę czekać na nie wiadomo co. Że będzie lepiej, ładniej, inaczej.  Może będzie, może nie. Żyję tu i teraz. I coś mnie znowu zablokowało. Nie, nie brak weny pisarskiej, ochoty do robienia zdjęć. To obawa przed publikowaniem tego. Skąd się wzięła? Bo inni się z tego śmieją?

Niepostrzeżenie czyjeś opinie wdarły się do mojej głowy i rozsiadły się jak u siebie.

Wynocha!!

Powrócę do początku.  Do tego, od czego zaświtał mi ten pomysł. Do truskawek.

Zobaczyłam je na straganie i poczułam, że zaczyna się mój okres na jedzenie truskawek. Poczułam ich zapach i smak, chociaż jeszcze ich nawet nie dotknęłam. Truskawkowy okres zaczyna się dla mnie gdzieś w drugiej połowie maja i kończy u schyłku czerwca. Objadałam się nimi w Polsce wręcz nieprzyzwoicie. Najpierw te kupowane ostrożnie, kiedy jeszcze są dość drogie, po pół kilograma. Na spróbowanie, jakie są w tym roku. Bo w zależności od pogody mają różny smak. Kiedy jest dużo słońca – są słodkie, kiedy przeważa deszczowa pogoda – ich smak jest bardziej „rozmyty”, rozwodniony. Przechodzi w kwaskowaty. Ale tego słońca bez deszczu nie może być za dużo, bo wtedy jest ich mało, nie owocują tak obficie. Idealnie gdy krótkotrwałe opady deszczu przeplatają się ze słonecznymi dniami.

Później, kiedy ich obfitość zalała stragany na rynkach i skwerki na ulicach, jadłam po kilogramie dziennie. Takie bez niczego, miksowane ze śmietanką i mlekiem, rozdziabane widelcem i posypane cukrem. Aż po przesyt. Aż do znudzenia. Aż do momentu, kiedy i truskawki znudziły się owocowaniem i dojrzewaniem w słońcu i przyszła pora za rozejrzeniem się za następnym owocem do kontemplacji i zajadania się.

No właśnie, objadałam. Ale przestałam. Bo co? Dlaczego? Przecież je nadal bardzo lubię i one są w zasięgu wzroku, ręki i portfela. Do dzieła więc!

Tutaj nie mam ich w pryzmach na stoiskach nabieranych łopatką lub sprzedawanych w kobiałkach. Tutaj mam je w pudełeczkach po 200, 300 gram. Umyte, wyselekcjonowane,  wszystkie w pudełku są jednakowej wielkości. I nie pachną tak jak polskie dojrzewające w słońcu pod trochę inną szerokością geograficzną. Kupuję więc po pudełku, góra dwa, bo nie da się truskawek za długo przechowywać. Jem na deser po posiłku, zabieram drugie pudełeczko do pracy. Objadam się przy komputerze czytając wszystko, co polecają różni znajomi i blogerzy.

Chyba można dostać gdzieś polskie truskawki, bo słyszę o nich przy okazji oburzenia pewnej Polki rozmawiającej głośno na ulicy przez telefon, że musiała je kupić po pięć funtów i że właścicielka sklepu „liczy je sobie nie po polskiej cenie, tylko po angielskiej”. A po jakiej ma liczyć? Zwłaszcza, że ten bardzo delikatny towar jechał prawie dwa tysiące kilometrów.

Co dziwne, uwielbiając same truskawki, nie lubię nic o smaku truskawkowym. Żadnych czekolad z nadzieniem truskawkowym, jogurtów, kremów czy lodów. Truskawki to truskawki.

Sezon na truskawki trwa.

Smacznego 🙂

maj, 2016

 

 

 

  • Alis

    u nas także codziennie, truskawkowy mix: same z cukrem, z mlekiem lub z jogurtem, co kto lubi 🙂

    i oczywiście zamrażam, bo nie ma nic lepszego od kubeczka pachnących latem truskawek w zimowe popołudnie 🙂

  • Issa

    Cudzymi opiniami sie nie przejmuj:) Sa, beda ale co nam do tego? Mamy prawo do wlasnych, lepszych, przychylnych (nam i innym).

    Ciekawe bardzo, bo mam identycznie – truskawki uwielbiam, szczegolnie te pachnace, niepryskane, stare odmiany, ktore trudno juz kupic:) Wygrzane sloncem, slodkie… ale nie znosze niczego co jest aromatyzowane truskawkami… no, moze koktail z jogurtem czy smietanka z mrozonych. Ale nic innego;)

    Czekolada z owocami w ogole mi sie nie komponuje. Nie lubie.

  • No to ja też. Uwielbiam truskawki. Można kupić większe paczki teraz, jak jest i teraz właśnie szczególną uwagę zwracam na pochodzenie, kupuje tylko lokalne. Poza tym, są farmy truskawkowe typu pick your own, gdzie można sobie samemu narwać i kupić. Kupuję zawsze 2-3 kilogramy, potem mrożę. Ale co się najem na farmie to moje. Jem, sikam, jem i kiedy już czuje że nie zmieści się ani jedna truskawka więcej, wychodzę 🙂

  • Też już się opycham truskawkami, najchętniej samymi, poza tym robię z nich mus, dodaję jogurtu naturalnego kapeczkę, czasem łyżeczkę miodu i tak jem 🙂

  • podobnie jak Ty Rozyczko objadam sie truskawkami bezczelnie nieprzyzwoicie 🙂 ja kupuje takie „prawie” polskie u pewnej Turczynki, ktora ma najlepszy warzywniak w calej okolicy. Nie najtanszy,ale najlpszy. Ma WSZYSTKO, a jesli nie ma jakiegos warzywa czy owoca, to jest pewne, ze sprowadzi je chocby z konca swiata 🙂 bo kocha to co robi, a warzywniak jest jej duma i ambicja 🙂 wiesz…. teraz przyszlo mi do glowy, ze posta na ten temat napisze…. dzieki za inspiracje… 🙂