Yummy.pl.uk

Posted by on 15 Cze 2016 in Blog, Gastronomia, Społeczeństwo | 4 komentarze

Yummy.pl.uk

20160614_163335

Raz na kilka tygodni jadę do innej dzielnicy Londynu do swojej fryzjerki. To jedna z moich „kotwic” na obcej ziemi, która dzięki takim ludziom przestaje być obca. Bo dla mnie bardzo ważne jest to, by mieć swoje miejsca i znanych w nich ludzi, którzy mnie rozpoznają i znają moje potrzeby. To moi współpracownicy i przełożeni, małe sklepiki i restauracje z ich personelem, fryzjer, lekarz, policjant, kierowca taksówki, który regularnie wozi mnie na lotniska, miejsca z wodą do spacerów – moja mała społeczność, dzięki której czuję się „u siebie”.

Kiedy odkrywam, że moje włosy znów zmieniają swoja barwę na siwą, pora wykonać telefon do „mojej” fryzjerki. Lubię, kiedy mnie rozpoznaje przez telefon i biorąc do ręki nożyczki nie pyta: Jak strzyżemy?

Zawsze po fryzjerze, idziemy z RR do polskiej restauracyjki na przepyszny, polski obiad. Najlepszy, najpiękniejszy jest ten moment, kiedy kelnerka stawia na naszym stoliku talerze z potrawami. Przez chwilę delektujemy się tylko samym zapachem potrawy. Wonią koperku na ciepłych ziemniaczkach. Aromatem śmietanowego sosu na upieczonym indyku czy całym bukietem zapachów unoszącym się z surówek. Wymieniamy uwagę, że aby uzyskać taki efekt, to muszą być polskie produkty: polska śmietana, polskie ziemniaki i polski koperek. Gdyby krzątające się kucharki widoczne przez drzwi wzięły do gotowania angielskie produkty, obiad miałby inny aromat. Jedzenie jest jak zwykle świeżutkie i pyszne.

Codziennie, oprócz normalnego, stałego menu, są dwa dania dnia i jedna zupa. Zwykle najpierw patrzę na to, co mają na talerzach inni goście. Wczoraj nawet zapytałam jednego z panów, co je, bo wyglądało przepysznie. Tym sposobem nie zastanawiałam się nad wyborem dania.

Lokal cieszy się szalonym powodzeniem. Czasami nie ma gdzie usiąść. Trzeba zaczekać albo poprosić o pozwolenie dołączenie swojego towarzystwa do stolika. Oprócz tego cały czas ludzie kupują obiady na wynos. Stołują się tutaj przede wszystkim Polacy, chociaż zdarza się usłyszeć także inny język przy stoliku.

20160614_163115

20160614_163305

Jest w tym miejscu coś jeszcze. Coś co mnie tam przyciąga (oprócz bardzo dobrego i taniego jedzenia), a czego nie potrafiłam zdefiniować. Dopiero RR zwrócił mi na to uwagę. Wszyscy ludzie, którzy tam przychodzą jeść i którzy tam pracują są silni. I chodzi mi nie o siłę fizyczną, chociaż tej wszelakiej maści budowlańcom, kurierom czy kucharkom odmówić nie można.  Ta siła bije z ich często zmęczonych twarzy i postawy. Tu nie widzę rozbieganych oczu w szarych, zaciętych twarzach. Tu nikt nie ma skulonych czy przygarbionych ramion tą niemożnością i brakiem sprawstwa. Chociaż ciało, twarz lub dłonie są zmęczone, to w oczach jest twardość, w postawie duma, pewność i spokój, a w ruchach luz graniczący czasem z nonszalancją. Ci ludzie wydzielają niesamowitą energię. Jakby wiedzieli dokładnie, co robią, po co tu są, jakie cele im przyświecają w życiu. Tych ludzi byle co nie pokona. Nawet tej szczuplutkiej, malutkiej kobiety w pracowniczym uniformie, która wyszła na chwilę z kuchni, by zamienić kilka zdań na ulicy z młodą kobietą z dzieckiem.

2016-06-15_13.04.37

Yummy pl w Londynie – zagłębie silnych ludzi i dobrego jedzenia.

 

 

  • Alis

    Twoje opisy i spostrzeżenia, bardzo jasne i trafne. Twój post przeważnie czytam kilka razy i doskonale pozwala mi on spojrzeć na opisywane sprawy z różnych stron. Tak bardzo prawdziwych. Życiowych.

    Pozdrowienia zostawiam i uśmiech A.

  • Mania

    Tyle dumy i .. tak , tak miłości wyczytałam z Twojego posta ! Jakie to wspaniałe uczucie byc chwilkę tam z Tobą !
    Nieodmiennie – dziękuję Ci Różo !
    Serdeczności posyłam i dobrego tygodnia , przed Tobą Twoje natrudniejsze dni w tygodniu w pracy 🙂

    • Miłości? Zaskoczyłaś mnie! W którym miejscu i do czego?

  • Antoni Relski

    Zgłodniałem od tego zapachu ziemniaczków pachnących koperkiem
    Pozdrawiam