Gastronomicznie i nostalgicznie

Posted by on 8 Wrz 2016 in Blog, Gastronomia, Styl życia | 6 komentarzy

Gastronomicznie i nostalgicznie

W kornwalijskim Newquay znalazłam coś, czego nie mam w Londynie – małe, klimatyczne knajpki, kawiarnie i rodzinne restauracyjki o niepowtarzalnych, jedynych w swoich rodzajach klimatach i wystrojach. Tutaj zaraza globalnego handlu nie zdążyła się jeszcze tak bardzo rozprzestrzenić.

20160819_153719

IMG_20160821_193650

20160820_151929

20160818_200512

20160822_143711

20160820_125455

 

20160820_124950

20160819_153759

20160820_124939

20160822_084111

20160817_142502

20160818_103752

 

 

Przewiani oceanicznym wiatrem często odpoczywaliśmy przy dzbanku gorącej herbaty. Zawsze prosiłam o plasterek cytryny, bo za czarną herbatą nie przepadam, ale i tak obsługa przynosiła mleko do herbaty. Na wszelki wypadek.

20160817_142956

RR zaczął pić herbatę z mlekiem, ja się nie przekonałam. Ale ta czarna herbata zaczęła mi tam naprawdę smakować. Nie wiem, co to sprawiło – inna woda, brak pośpiechu, klimatyczne wnętrza? Prawdopodobnie wszystko naraz.

20160820_125548

20160819_155343

20160818_183653

20160819_154553

20160820_153638

 

Rozpuściliśmy się strasznie. Ilość restauracyjek była tak duża, że potrafiliśmy jeść obiad w jednej, a na deser iść do innej, kolację jeść w następnej, a na drugi dzień znów odkrywać nowe. Aż jedna tak nas urzekła, że do końca pobytu już jej nie zmieniliśmy. Karta dań niewielka, ale owoce morza i świeże ryby były przepyszne. „Lokalne złoto” czyli bita smietanka? masełko? – jakkolwiek tę pyszność nazwać podawane z ręcznie robionymi i wypiekanymi na miejscu scoons (rodzaj bułeczki z półkruchego ciasta) jadłam codziennie. Autorkę tych pyszności też możecie zobaczyć.

20160818_191630

IMG_20160821_174923_HDR

20160821_174639

20160818_184331

20160820_144151

20160821_115512

20160821_115212

 

Londyn i okolice to właściwie tylko sieciówki. Przyjazne brytyjskie warunki do prowadzenia wszelkich biznesów sprawiają, że jedna otwarta kawiarnia, piekarnia czy sklep w krótkim okresie czasu zamienia się w małą sieć, którą następnie kupują duże koncerny i zaczynają prowadzić po swojemu. W każdej jest podobny wystrój, podobnie podła kawa i tak samo smakujące ciasta i desery. Personel w tych wszystkich Costach i Sturbucksach nawet nie zatrzymuje na mnie wzroku, bo ma do obsłużenia tłumy ludzi i do wyrobienia targety sprzedażowe. Wszystko jest globalne, znormalizowane, przemysłowe. Nawet uśmiech. W sumie, poniekąd im się nie dziwię i za dużo nie wymagam. Wiem, jak to jest i ile jest roboty, jak się pracuje w takim miejscu. Sama niejednokrotnie tego doświadczam na własnej skórze. Dlatego tęskno mi do tego indywidualizmu, nieskrępowanego żadnymi wytycznymi marketingowców i globalnych speców od reklamy. Z rozkoszą oddychałam w tamtych wnętrzach.

Jednocześnie wiem, że te indywidualne i stylowe miejsca nie dają dobrze płatnej pracy. Miło się pracuje w tych słodkich wnętrzach podając filiżaneczki i dzbanuszki, będąc na każde skinienie i odwrócenie głowy klienta, ale ścieżki kariery nie ma gdzie i jak rozbudować.

Coś za coś.

Opierając wzrok na pięknych krajobrazach i słuchając szumu fal wyobrażałam sobie życie w Newquay –  stolicy brytyjskiego surfingu.

20160818_161919

20160822_121808

IMG_20160822_122405_HDR

Miałabym te krajobrazy na co dzień. I wiatr, który przewiewał mnie nawet w ciepłe dni. A co się dzieje przy zimowych sztormach? Czy chciałoby mi się podziwiać wtedy również te widoki, spacerować po klifach czy raczej wolałabym nie wychylać nosa z domu?

20160821_181751

20160820_142204

20160821_190005

20160822_172609

20160821_181825

20160822_171657

 

I wtedy, w tym ostatnim dniu poczułam, że nie chcę tej przeprowadzki. Że tu, gdzie żyję jest mi bardzo wygodnie i dobrze. Urządziłam mieszkanie po swojemu. Zbudowałam swoim imieniem markę w pracy. Mam swoje sklepy, miejsca, parki. Na ulicy wita się ze mną mnóstwo znajomych i klientów. Mam w najbliższym zasięgu niesamowicie działającą komunikację miejską, kolejową (nawet na kontynent) i pięć lotnisk łączących mnie ze światem. Na koncerty, wernisaże i wszelakie występy przyjeżdżają artyści z całego świata. Żyję w miejscu na ziemi dające mi niesamowite możliwości – wystarczy chcieć, pracować i po nie sięgać.

 

Coś za coś.

 

IMG_20160823_102942_HDR

 

Zabrałam stamtąd w pamięci piękne obrazy. Kiedy sprzątam szklanki w przylegającym do pubu ogrodzie i dochodzi do mnie krzyk mewy, w głowie uruchamia się szum i plusk fal oceanu. I żeby nie wiem, jakie było obłożenie i hałas w pracy – natychmiast się uspokajam.

 

Wróciłam do siebie.

IMG_20160823_205328_HDR

 

Muszę tylko pamiętać, by planować odpoczynek i korzystać z tego, że mogę to wszystko świadomie przeżywać. Mam „przypominajkę”. Przywiozłam sobie i postawiłam na biurku. A krzyk mew dołączam do subiektywnej listy najpiękniejszych dźwięków świata http://www.dojrzalejestpyszne.com/?p=104

20160906_140406 (1)

Wierzę także, że klimatyczne małe knajpki istnieją w Londynie. Ja ich po prostu jeszcze nie odkryłam.

 

  • Iwona A.

    Scones robi się bardzo szybko. Mąkę miesza się w misce z masłem palcami, dodaje odrobinę cukru lub soli, jajka lub też nie, w zależności jak kto woli, trocję proszku do pieczenia i mleko. Nie wolno mieszać za długo, ot tyle żeby się połączyły składniki. Uklepuje się szybko placek i wycina foremką kółka, po czym piecze 10 minut w piekarniku. Pyszne. U nas Rodda’s clotted cream to rzadkość, dlatego jak widzę to zawsze kupuję.
    Myślę że podjęłaś dobrą decyzję. Warto takie miejsca zostawić sobie na wakacje aby potem mieć do czego wracać wspomnieniami.

    • Róża Wigeland

      Dzięki za przepis 🙂

  • iw

    Prześliczne te małe knajpeczki, sporo jest takich też w nadmorskich miejscowościach nad Bałtykiem w Niemczech. 🙂
    I mew też pełno. Podobnie jak w Bremerhaven :)).
    Pozdrowienia, p.s. już mam na szczęście konto na Disqus.

    • Róża Wigeland

      I jakoś lepiej w tych małych dbają o klienta, i kawa lepsza, prawda?

  • Sollet

    Zmusiła jednak ten nowy system, by mnie zachował się tak jak ja chcę:)
    Teraz mogę więc napisać to, o czym myślę od przeczytania twojego tekstu: otwórz swoją kawiarenka w Londynie!

    • Róża Wigeland

      Nawet kiedyś przemknęła mi taka myśl, ale nie – chyba już nie chce mi się tak ciężko pracować (w sensie zaangażowania środków, sił i myśli o własnym przedsiębiorstwie)