Reminiscencje

Posted by on 5 Paź 2016 in Blog, Styl życia, Za granicą | 6 komentarzy

Reminiscencje

4 października 2013 roku. Dokładnie 3 lata temu. O piątej rano siedziałam na lotnisku w Gdańsku pijąc zwykłą herbatę w papierowym kubku, która kosztowała jakąś niemoralną kwotę pieniędzy. Jedyną jej zaletą było to, że była ciepła. Obok mnie stały trzy walizki ze spakowanym życiem. Byłam wyczerpana psychicznie prawie rocznym przygotowywaniem się do emigracji  – zamykaniem spraw i dotychczasowego czterdziestokilkuletniego polskiego istnienia. Potwornie zmęczona fizycznie kilkudniowym pakowaniem, przewożeniem i przepakowywaniem się do ostatecznego odlotu. Drżałam wykończona nocną podróżą na lotnisko. I z przerażenia. Bo nie wiedziałam, co się dalej ze mną stanie i jak potoczą się moje losy. Nic więcej nie czułam. Tylko lęk i zmęczenie.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wiedziałam tylko, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by móc żyć tak jak chciałam. Ale moje wysiłki nie przyniosły oczekiwanego efektu. Musiałam więc zrobić coś jeszcze, coś czego do tej pory nie zrobiłam, a co mogłam jeszcze zrobić.

Wiedziałam jeszcze jedno.

Nie poddam się.

Dopóki mogę chodzić, myśleć i mówić – nie poddam się!

Próbowałam sobie wyobrazić swoje życie za 2 lata. Nie mogłam. Nie potrafiłam stworzyć w głowie żadnego obrazu. Nic.

Dwa lata temu ta data mi jakoś umknęła. W tym roku nie.  Wczoraj była piękna pogoda. Jeden z ostatnich tak pięknych dni przed jesiennymi szarugami i wcześnie zapadającym zmrokiem. Zabrałam siebie i RR „gdzieś do Londynu”, by coś zobaczyć, gdzieś się przejść, podelektować się życiem w ładnych miejscach. I gdzieś tam w City, przy fontannie na Trafalgar Square uświadomiłam sobie, jaki jest dzisiaj dzień. I gdzie byłam i co robiłam trzy lata temu.

img_20161004_130157_hdr

 

 

Nigdy przedtem nie myślałam, że stać mnie na takie decyzje. Nie wiedziałam, że mam w sobie aż tyle siły. I tej emocjonalnej i tej fizycznej do wielogodzinnej ciężkiej pracy. I psychicznej odporności, by to wszystko wytrzymać. Dopóki tego nie zrobiłam. Gdyby ktoś mi wcześniej umiał powiedzieć, ile to będzie kosztowało – nie zrobiłabym tego.

Zaprosiłam się wczoraj do świętowania. Bo miałam naprawdę co świętować.

img_20161004_142518_hdr

Co było (i jest) najtrudniejsze i najbardziej bolesne w ciągu tych trzech lat? Wyrzucenie ze swojej głowy wszystkich wiadomości, których nauczyłam się w szkole, na studiach i z polskich mediów o świecie, ludziach, tolerancji, demokracji, wolności i ekonomii. Uświadomienie sobie, że to wszystko (albo prawie wszystko) to bzdury. Że to, co wiem i to co widzę, to dwa zupełnie inne światy.

Tego nie da się wytłumaczyć. To trzeba przeżyć.

img_20161004_150943_hdr

  • Iwona A.

    No niestety, jak się człowiek decyduje na emigrację (nie mówię o wyjeździe zarobkowym) to trzeba odrzucić wszystko stare i zacząć łapać nowe. Ja też bym tego już nie zrobiła. Chociaż nigdy nie mówię nigdy bo może się przeprowadzę gdzieś do Australii na przykład.
    Gratuluję i trzymam kciuki za dalszą przyszłość 🙂

    • Róża Wigeland

      Ja też twierdzę, że nowego państwa nie chce mi się już „ogarniać”. ale nie takie rzeczy w życiu już mówiłam 😉

  • Małgorzata Mirkiewicz

    Jesteś bardzo silną kobietą 🙂 Wiem ,że lubisz biały kolor , ale w tych barwach na tych zdjęciach wyglądasz przepięknie 🙂 Utulam mocno 🙂

    • Róża Wigeland

      Dziękuję 🙂

  • Sollet

    A ja Różo być może staję właśnie na takim życiowym zakręcie…
    Nie jest to moim pragnieniem, nawet nie moim pomysłem, ale …

    • Róża Wigeland

      Nie zazdroszczę Ci stanu emocjonalnego, kiedy podejmuje się takie decyzje. Życzę postawienia na nowej drodze – jaka by ona nie była – odpowiednich i przyjaznych ludzi. To jest najważniejsze, by się wszystko udało.