Przerwa w emisji. Przerwa w życiu

Posted by on 17 Lis 2016 in Blog | 6 komentarzy

Przerwa w emisji. Przerwa w życiu

20161116_112543

Książek do czytania szukam z różnych powodów i na różne sposoby. Nie czytam recenzji. A raczej czytam, ale nie dlatego by dowiedzieć się, czy warto daną książkę przeczytać. Czytam recenzję, aby dowiedzieć się o czym książka jest. Decyzję, czy warto ją przeczytać podejmuję sama, niezależnie czy recenzje jest dobra czy zła. I jeżeli ją kupuję, to dlatego, że uznałam, że jest tego warta. Choćby po to, by po raz drugi po danego autora nie sięgnąć.

Książkę Kamila Durczoka „Przerwa w emisji”  przeczytałam, by dowiedzieć się w końcu jak to z tym molestowaniem było. Założyłam, że nawet jeżeli Kamil Durczok  twierdzi, że nie molestował swoich koleżanek w pracy, to wyczytam to pomiędzy wierszami. Bardzo cenię tego redaktora i dziennikarza, którego dorobek zawodowy jest niebywały.

Słowo molestowanie w zestawieniu z nazwiskiem dziennikarza Durczoka bardzo mi jakoś zgrzytało. A nazwisko Latkowskiego po materiałach jakie ukazywał światu podpisując się pod nimi, zawsze kojarzyło się z czymś brudnym, oślizgłym i szemranym.

O ile do tej pory miałam jakieś wątpliwości, bo przecież nie pracowałam z Durczokiem i nie było mnie tam, o tyle po wypowiedziach w wywiadzie i lekturze książki utwierdziłam się w swoich przeczuciach, że taki facet po prostu nie molestuje. On zdobywa, uwodzi, ale nie posuwa się do czegoś takiego jak szantaż emocjonalny i uczuciowy. Wielokrotnie na łamach książki przyznaje się (ale o tym wiedziałam także wcześniej), że był apodyktyczny, choleryczny i w swojej wściekłości często nie przebierał w słowach. Nie wszystkim taki szef odpowiada i rozumiem to. Dziwi mnie, że nikt nie zdobył się na odwagę, by mu powiedzieć ­­­­­‑ facet, przeginasz.

Życie w tzw. wielkim świecie nie jest ani łatwe, ani tak przyjemne, jakby się tym, którzy nie mają do niego dostępu, zdawało. Za dużo pieniędzy, za dużo alkoholu i brak kogoś, kto w odpowiedniej chwili ściągnie na ziemię w chwilach totalnej euforii z powodu sukcesów, doprowadziło Durczoka do oderwania od rzeczywistości.

„Myśmy nie ‘zapraszali’, tylko ‘dopraszali’ gości, komentatorów, inne media do siebie. Nawet budynek był tak zaprojektowany, żeby też był całkowicie samowystarczalny, łącznie z siłownią, parkingiem, barem sushi, coffe pointem, stołówką, pokojami redakcyjnymi. Wjeżdżasz do podziemi wcześnie rano, wyjeżdżasz późnym wieczorem, a jak chcesz, to możesz się zdrzemnąć w firmie, zawsze się jakaś leżanka znajdzie. Wyspa. Piękna wyspa.
W czasach ‘Wiadomości’ jeszcze się wyrywałem w ciągu dnia na miasto. I to nie była tylko kwestia położenia studia na placu Powstańców, bo z budynków na Woronicza też wychodziliśmy na obiad. I nagle po roku z okładem pracy w ‘Faktach’ zorientowałem się, że już nie pamiętam, kiedy ostatni raz byłem gdzieś na zewnątrz. Pojawiasz się na Telekamerach, Wiktorach, nagrodach Andrzeja Wojciechowskiego i widzisz, że patrzą na ciebie z dziwnym respektem. Pracujesz w prestiżowej telewizji, zarabiasz niebywałe pieniądze, pracujesz w pięknym otoczeniu. Kosmita z odległej planety”.

„Następnego dnia do budynku ITI wszedł zwycięski Durczok. To takie chwile, o których póki pracujesz, opowiadać ci raczej nie wypada. Ale kiedy jesteś już poza światem wirtualnym, możesz. Więc ja mogę. Niewiele da się porównać do uczucia, które ogarnia cię po takim wieczorze. Kiedy wiesz, że pół Polski to oglądało, a drugie pół komentowało. Kiedy masz poczucie, że uczestniczyłeś w tworzeniu historii, nawet jeśli nie ty jesteś jej bohaterem. To jest jak morfina, stan, w którym odpływasz, coś co cię nakręca na kolejne tygodnie morderczej, mrówczej pracy i codziennego wyścigu. Ale też coś, po czym ciężko ci tak zwyczajnie zamknąć za sobą drzwi do domu. Ten stan przejścia, śluza między wielkim medialnym teatrem a codziennością, często okazuje się zbyt trudna do przejścia”.

Może gdyby jego żona Marianna była wówczas koło niego, zdołała by go w tę codzienność wtłoczyć? Gdyby byli ze sobą na co dzień i o tym rozmawiali, nie doszłoby do tej sytuacji, która poraniła ich tak oboje? Ale Kamil Durczok zapomniał, że jest czyimś mężem i jak mąż się nie zachowywał, bo…

„Wiodłem więc, tak naprawdę życie kawalera. Faceta, który jest oficjalnie kochającym mężem, ale pozwala na sprawdzenie, czy aby jego atrakcyjność u płci przeciwnej nie zmalała”.

No, tutaj to się Kamilu Durczoku nie popisałeś.

Brakuje mi w tej całej sprawie nazwiska (lub nazwisk) kobiety, która stanęłaby i powiedziała: to mnie Kamil Durczok molestował. Rzucając takie oskarżenie wobec drugiego człowieka powinno się mieć chyba w ręku twarde i niezbite dowody?  Chyba ten ktoś nie sądzi, że można kogoś oskarżyć, złamać mu karierę i życie osobiste, a potem powiedzieć: przepraszam, pomyliłam się?

Z jednym za to absolutnie się zgadzam. Z dedykacją w tej książce. Kamil dedykuje ją swojej żonie:

„Mariannie. Kobiecie, na którą nigdy nie zasłużyłem.”

Rzeczywiście. Mało która kobieta, w kilka lat po rozstaniu stanęłaby murem za swoim mężem w obliczu tak poważnych zarzutów w świetle mediów całej Polski.

Kamilu, po stokroć, nie zasłużyłeś. Ale zostało Ci jeszcze trochę życia, by to naprawić. Obyś zdążył.

  • Kamil Durczok, przykład, jak kariera niszczy i deprawuje człowieka. Zazdrościmy jemu i im podobnym bycia w świetle jupiterów. Nawet nie mamy pojęcia jakim kosztem jest to okupione. Mal to szczęście, że los drugi raz nim porządnie potrząsnął. Trzeciej szansy może nie być.

    • Róża Wigeland

      Trzeciego razu może zwyczajnie nie przeżyć, biorąc pod uwagę jego stan zdrowia.

  • Jest coś takiego jak pycha. Pycha to przekroczenie granic pewności siebie i zuchwałości. Wtedy, gdy przekroczymy tą cienką i niestabilną granicę, zaczyna się inna gra…

    • Róża Wigeland

      Trafiłeś w sedno.

  • iw

    Życie na szczycie to życie oderwane od rzeczywistości, wielu już się o tym przekonało i wielu na tym poległo. Szkoda jego talentu i jego charyzmy, dobrze jednak że się podnosi z tego, co go spotkało. Też zawsze ceniłam go za dokonania dziennikarskie i tę całą aferę uważałam za nadmuchaną po to, żeby człowieka wykończyć.

  • Antoni Relski

    „Wiodłem więc, tak naprawdę życie kawalera. Faceta, który jest
    oficjalnie kochającym mężem, ale pozwala na sprawdzenie, czy aby jego
    atrakcyjność u płci przeciwnej nie zmalała”.
    Bardzo wygodne usprawiedliwienie
    Pozdrawiam